Szkoła podzieliła Głogów na lata. Mieszczanie starli się z kapitułą o naukę

Szkoła podzieliła Głogów na lata. Mieszczanie starli się z kapitułą o naukę

W średniowiecznym Głogowie spór o szkołę urósł do skali, której nikt nie planował. Mieszczanie chcieli nauki bliżej swoich domów, duchowni bronili starego porządku, a między obiema stronami narastało napięcie. Z pozoru chodziło o lekcje dla chłopców, w rzeczywistości o wpływy, prestiż i kontrolę nad miastem. Z tej walki narodziła się placówka, która przetrwała dłużej niż sam konflikt.

  • Lewy brzeg miasta zaczął mówić własnym głosem
  • Kapituła odpowiedziała twardo, a konflikt wszedł do kurii
  • Porozumienie przyszło dopiero wtedy, gdy trzeba było ustąpić po obu stronach

Lewy brzeg miasta zaczął mówić własnym głosem

W średniowiecznej Polsce szkoły wyrastały najpierw przy katedrach, a później także przy kościołach kolegiackich. Głogów wszedł do tego wąskiego grona dzięki kapitule kolegiackiej i szkole związanej z najstarszą świątynią w mieście. To tam kształcono pierwszych scholarów potrzebnych do obsługi uroczystości kościelnych, a poziom nauczania – jak wynika z przekazu – miał być na tle podobnych placówek bardzo wysoki. Nie bez znaczenia była też biblioteka, dobrze wyposażona jak na realia epoki.

Z czasem jednak miasto rosło, a stara formuła przestawała wystarczać. Lewobrzeżna część Głogowa rozwijała się szybciej, przyciągała nowych osadników, w tym wielu przybyłych z Niemiec. Dla rodzin mieszkających po tej stronie Odry codzienna droga do szkoły stawała się uciążliwa i ryzykowna. Trzeba było przejść przez drewniany most, a potem jeszcze zmierzyć się z rzeką, która nie zawsze była łaskawa dla pieszych.

Dla mieszczan był to argument praktyczny, ale nie jedyny. Coraz wyraźniej domagali się też szkoły, która odpowiadałaby językowi i potrzebom nowej ludności. Przy kolegiacie nie mogła powstać placówka niemiecka, a właśnie taka miała być potrzebna w rozwijającym się mieście. Wybór padł na kościół św. Mikołaja po lewej stronie Odry. Tam właśnie zaczęła się sprawa, która szybko wymknęła się spod lokalnych ram.

Kapituła odpowiedziała twardo, a konflikt wszedł do kurii

Kapituła kolegiacka nie mogła patrzeć na to spokojnie. Druga szkoła oznaczała konkurencję, a za konkurencją szła utrata uczniów, osłabienie znaczenia placówki i kłopoty z organizacją nabożeństw. W średniowieczu szkoła nie była tylko miejscem nauki. Była też częścią kościelnego porządku, a ten porządek niechętnie dopuszczał podział wpływów.

Pierwszym, który próbował przełamać opór, był archidiakon głogowski Mirosław. Z projektem nowej szkoły udał się do kurii biskupiej, ale jego starania zostały odrzucone. Władze kościelne uznały inicjatywę za sprzeczną z interesem kolegiaty, a nawet za działanie, które godzi w Kościół. Dla samego Mirosława skończyło się to dotkliwie – stracił godność duchowną i urząd.

To jednak nie zamknęło sprawy. Przeciwnie, spór trwał jeszcze około trzech dekad i coraz mocniej związywał się z polityką miasta. Gdy w Głogowie władzę objął czeski starosta Hinko z Dubu, mieszczanie znów podnieśli temat szkoły dla swoich synów. Kolejna prośba trafiła do biskupstwa, ale i ona została odrzucona. Tym razem jednak w mieście dojrzewała decyzja, by działać mimo zakazu.

Władze kościelne odpowiedziały ostrzej niż wcześniej. Biskup wrocławski Nankier zażądał likwidacji placówki przy św. Mikołaju, a gdy mieszczanie odmówili, nałożono na nich ekskomunikę. Na miasto spadł też interdykt, czyli zbiorowy zakaz odprawiania obrzędów religijnych. W praktyce oznaczało to poważne uderzenie w codzienne życie Głogowa, bo spór o szkołę przestał być już tylko szkolnym sporem. Stał się sprawą sumienia, władzy i posłuszeństwa.

Fala napięcia przeszła przez miasto

Według przekazu po decyzjach biskupa doszło do zamieszek. Mieszczanie wypędzili z Głogowa duchownych, którzy stanęli po stronie biskupa. Franciszkanom grożono utopieniem w Odrze, a część duchowieństwa zmuszono do odprawiania nabożeństw w kościele św. Mikołaja. Napięcie rosło z każdym tygodniem, a w czerwcu 1332 roku archidiakon nałożył klątwy na ponad dwudziestu głogowian, w tym również na duchownych łamiących zakaz.

Porozumienie przyszło dopiero wtedy, gdy trzeba było ustąpić po obu stronach

Spór nie ciągnął się jednak bez końca. We wrześniu 1332 roku obie strony osiągnęły porozumienie, a ważną rolę odegrał starosta głogowski. Mieszczanom pozwolono prowadzić osobną szkołę przy parafii św. Mikołaja, ale nie była to zgoda bezwarunkowa. Nowa placówka miała podlegać nadzorowi scholastyka szkoły kolegiackiej. To oznaczało, że kapituła nie oddała pola całkowicie.

Warunki ugody były wyraźne i dotkliwe:

  • biskup zgodził się na procesję pokutną na cmentarzu kościelnym;
  • mieszczanie mieli publicznie pokazać skruchę, zwłaszcza ci objęci ekskomuniką;
  • zobowiązano ich do dalszych wpłat na rzecz szkoły kolegiackiej;
  • obiecali też budowę kamiennej drogi łączącej oba mosty na Ostrowie Tumskim;
  • droga miała być wykonana w ciągu sześciu lat i nie poddawać się zalewom.

Ta ostatnia obietnica przeszła do historii jako Kamienna Droga. Nazwa przetrwała do dziś, a razem z nią pamięć o sporze, który zostawił po sobie nie tylko szkolną placówkę, lecz także ślad w miejskiej topografii.

Procesja odbyła się w lipcu następnego roku. Uczestnicy szli boso, każdy niósł dwufuntową świecę, a trasa prowadziła od kościoła parafialnego przez kościół dominikański do kolegiaty. Był to rytuał pokory, ale też konieczny gest pojednania. Dopiero po wykonaniu wszystkich ustaleń biskup Nankier potwierdził dokumentem z 9 września 1336 roku istnienie drugiej szkoły w Głogowie.

Tak zakończyła się jedna z bardziej zaciętych średniowiecznych batalii o edukację. Nie była to tylko opowieść o lekcjach i łacinie. To historia o tym, jak mieszczanie upomnieli się o własne potrzeby, a miasto – choć po przejściach – zyskało drugą szkołę.

na podstawie: Urząd Miasta Głogów.